NFsec Logo

Upadek grup hackerskich

22/11/2015 w Hackultura Brak komentarzy.  (artykuł nr 488, ilość słów: 1122)

W

dawniejszych czasach większa część historii hackingu często widywała zgromadzenia tytanów Internetu. Od klubu CCC na początku lat 80-tych po grupę TESO w 2000 roku, przez LoD, MoD, cDc, L0pht oraz wiele innych znanych i nieznanych grup hackerskich bohaterów – nasza kultura była tworzona, kształtowana i uwieczniana przez ich artykuły, narzędzia i działania. Artykuł ten poddaje dyskusji dlaczego ostatnio nie widzimy zbyt wiele grup hackerów i dlaczego te, które się pojawiły, jak Anonymous i ich odnogom: nie udało się wytworzyć tego samego wpływu kulturowego, jak ich poprzednikom.

Kontekst:

Hacking w swej istocie jest ruchem podziemia. Ci, którzy brali w nim udział zawsze byli tymi, którzy (nad)używali technologii w sposób przekraczający wiedzę większości użytkowników. Ściśle związany z intensywnym wysiłkiem ujawniania wcześniej nieznanych informacji, a także dzieleniu się tymi odkryciami. Przesłanki te są prawdziwe odkąd poznano hackerów, czyli od zaledwie paru użytkowników komputerów aż do dzisiejszego umasowienia informatycznego.

Natura zainteresowań hackerów sama w sobie stwarza trudności: poszerzanie wiedzy z jakiejkolwiek dziedziny nie jest łatwe. Wymaga to przeprowadzania żmudnych badań i eksperymentów. W dodatku może zamienić się w niekończącą się podróż, jeśli jej cel nie zostanie starannie określony. Tak, jak w każdej dziedzinie badań naukowych działania te wymagają dobrego nastawienia się na współpracę, które na szczęście dla hackerów było wypracowane jeszcze przed pojawieniem się sieci komputerowych, a w szczególności Internetu.

Ostateczne pojawienie się Sieci pozwoliło przy niewielkim wysiłku oraz małymi kosztami przekazywanie nieograniczonej i nieocenzurowanej informacji omijając geograficzne ograniczenia i wirtualny czas. Z punktu widzenia rozwoju komunikacji, można by oczekiwać, że wydarzenia, które nastąpiły od lat 80.tych do dzisiaj doprowadzą w postępie geometrycznym do zwiększenia liczby społeczności hackerów. W efekcie aktywność hackingu zapewne wzrosła. Społeczności, na pewno nie. Więc co się stało?

Czasy obecne:

Żyjemy w czasach ograniczanej kreatywności, co więcej wygląda na to, że szczególnie rzadko kreatywność jest tworem wynikającym z pracy grup i zespołów. To społeczności, a nie indywidualne osoby, powinny być bardziej intelektualnie zdolne do tworzenia. Niestety ostatnio jesteśmy naocznymi świadkami siły _solo_ i wieku _ego_. Oczywiście, jeśli widzimy coś, co przyciąga naszą uwagę za oryginalność, co jest jeszcze rzadszą przyjemnością.

W Time Wars, Mark Fisher wyjaśnia, że postfordyzm doprowadził nas do tej katatonicznej niezdolności do innowacji. Nasz niemal obsesyjny przymus do pracy pochłania nie tylko nasz czas – w dosłownej postaci: godzin pracy, ale także nasze umysły – przez rozpraszanie nas od wszystkiego innego, co moglibyśmy robić zamiast. Te rozpraszacze to również nasze nieustanne połączenie z wszechobecnymi mediami (np. częste sprawdzanie wiadomości e-mail lub sieci społecznościowych na urządzeniach mobilnych) oraz zwiększona troska o stabilność i zapewnienie płynności finansowej. Troska, która rośnie, gdy nasz dobrobyt jest niezmiennie podcinany przez rządy oraz sektor prywatny.

Ważne jest, aby zrozumieć, że nasze kapitalistyczne obawy są bardziej w nas zakorzenione niż może to nam się na początku wydawać. Nawet u najbardziej politycznie zróżnicowanych osób. Utrzymanie samego siebie nie przychodzi lekko i za darmo. Zdobycie edukacji, znalezienie pracy, pozostawanie na bieżąco ze światem… niezależnie od tego, jakie są Twoje aspiracje, czy do czego czujesz się zobowiązany – to już jest wiele. Prawdopodobnie to również wiąże się z promowaniem postawy: „pilnuje własnych spraw”.

Te niestabilności tworzone w naszych myślach najbardziej wpływają na naszą zwartość intelektualną. Łatwo to sobie wyobrazić, że skoro jedna osoba ma problemy z ucieczką od „rozpraszaczy” do produktywności inspirowanej pomysłami, co dopiero grupa, która ma wziąć udział w tworzeniu prawdziwego zbiorowego umysłu. Więzi, które powstają na wspólnych spotkaniach wymagają zaangażowania w ich budowę, a w/w egoistyczne obawy i postawy wcale nie pomagają. W odniesieniu do sieci społecznościowych – podczas gdy są one ważnym mechanizmem dla budowania wspólnot – w codziennym użyciu przeważa na nich egoizm za pomocą pobłażliwych przyjemności, które napędzają przewlekłe wcielanie się czasem w podglądaczy, a czasem w ekshibicjonistów. W dodatku nie tylko zaangażowanie jest wymagane, aby wykonać swoją pracę dobrze. Należy także utożsamić się z wspólnymi wartościami i celami grupy, które umożliwiają nawiązanie prawdziwych więzi między ludźmi.

Należy mieć na uwadze, że powyższe stwierdzenia nie dotyczą _współpracy_, tak jak _kolektywizmu_. Współpraca zwykle rozkłada proces twórczy w sposób, który może być stopniowo osiągnięty za pomocą samowystarczalnych, indywidualnych kontrybucji. Tak jest w przypadku większości projektów open-source, jak i większości nowoczesnych procesów rozwoju oprogramowania. Role są tak bardzo dobrze posegregowane, że wymagane jest jedynie minimum interakcji międzyludzkiej. Prawdziwa „świadomość zbiorowa” nie może istnieć bez wsparcia ze strony silniejszej, bardziej unisonowej więzi poznawczej. Aby było śmieszniej popularne warianty narzędzia LOIC do przeprowadzania ataków DDoS używane przez „Anonymous” zawierało funkcję „zbiorowej inteligencji” (tj. automatyczne wybieranie celu z podanego kanału na serwerze IRC i ostrzelania go pakietami). Chciałoby się, aby wśród ludzi to było takie proste.

Koncepcja „sumienia zespołu” została zapoczątkowana przez Emile Durkheim, który w 1893 roku w swojej książce The Division of Labor in Society wyraził to za pomocą zdania „im bardziej prymitywne są społeczności tym więcej podobieństw (zwłaszcza odzwierciedlają to prymitywne religie) jest pośród osób, które je tworzą”; odwrotnie: „im bardziej cywilizowany naród, tym łatwiej odróżnić poszczególnych jego członków”, jak to ujął R. Alun Jones.

Cóż, po lub pomimo pomyślnego przyjęcia ateizmu i agnostycyzmu jako pozornego wyznania w Internecie oraz innych popularnych mediach stało się zrozumiałe, że przekonania religijne, które dla społeczności były tradycyjnym punktem jedności zeszły na dalszy plan. W rzeczywistości można odnieść wrażenie, że coraz bardziej poszukuje się wyjątkowości w współczesnym człowieku, zwłaszcza w tym pochodzącym z pozornie przeludnionych metropolii. W tym niekończącym się tłumie ciekawych, wybitnych osobistości sami chcemy błyszczeć w jakiś sposób, aby udowodnić sobie swoją odmienność i oryginalność. Koniec końców zamienia się to w bezsensowną walkę za pozorną osobliwość przeciwko Bóg-wie-komu. Zamiast sięgać po bliźniego, chcemy odseparować się od siebie i tym samym być nadzwyczajnymi.

Wnioski:

Współczesne życie wręcz spiskuje przeciwko zespołom. Jesteśmy dręczeni przez nieustanny przepływ informacji, a także codziennie troski wiecznie niepewnego i niezagwarantowanego życia. Ponadto boimy się myśli, że możemy być podobni do innych, dzielić te same poglądy i myśli. I tak, stopniowo zaczynamy wykrętnie osądzać z kim powinnyśmy się zadawać na podstawie wspólnego niezrozumienia. W hackingu implikuje to jeszcze delikatny temat zaufania, który wymagałby osobnego eseju, ze względu na niezaprzeczalne znaczenie, jaki nabyło przez lata.

Jeśli podsumować nasze myśli na temat tworzenia grup hackerów mogły by one wyglądać mniej więcej tak: Nikt z nich nie będzie się czuł jak my. Nie można im zaufać ani poświęcić im czasu. Jedyną godną postawą w poszukiwaniu wygodnego i bezpiecznego życia jest ograniczyć się do naszych własnych granic. Zignorować inteligentne życie będące gdzieś tam i poddać się mediokracji, której nasze społeczeństwo przekazało swój wolny czas.

Więcej informacji: The Fall of Hacker Groups

Kategorie K a t e g o r i e : Hackultura

Tagi T a g i : , , , , ,

Zostaw odpowiedź.

Musisz być zalogowany by móc komentować.