NFsec Logo

Król darknetu – polowanie na genialnego cyberprzestępcę – Nick Bilton

10/08/2020 w Hackultura Brak komentarzy.  (artykuł nr 746, ilość słów: 987)

Whatever you do
Don’t tell anyone
– Queens Of The Stone Age – The Lost Art Of Keeping A Secret

Nick Bilton opowiada nam o typowym dwudziestolatku, który studiował fizykę, grał na bębnach, chodził na randki. Równolegle pracował nad życiowym dziełem, które miało mu przynieść sławę. W 2011 roku założył platformę Silk Road – sklep internetowy oferujący łatwy zakup wszystkiego, co nielegalne. Bez względu na to, czy zamówienie dotyczyło heroiny, cyjanku czy nerki, wystarczyło jedno kliknięcie, zaszyfrowana płatność bitcoinami i towar lądował pod drzwiami klienta. Jednak jak zawsze w przypadku czarnego rynku, także Silk Road utonął w jego brutalnej naturze – stając się wirtualnym kartelem, w którym każdy szczur chce odgryźć kawałek sera dla siebie.

Książka zaczyna się od dwóch cytatów, z czego jeden z nich odnosi się do popularnego serialu „Breaking Bad”, w którym Walter White (alias Heisenberg) wkracza w świat produkcji narkotyków – będąc wcześniej przykładnym mężem, ojcem i nauczycielem. Jest to bardzo nieprzypadkowo dobrany cytat. Oglądając wspomniany serial i czytając książkę o początku i końcu imperium Rossa Ulbrichta jesteśmy świadkami transformacji tych bohaterów. Standardowe środki koruptogenne w postaci: narkotyków, pieniędzy i władzy stopniowo odkrywają przed nami ciemną stronę księżyca ich osobowości.

Większość ludzi idzie przez życie z myślą, że jutro dokonają czegoś wielkiego. Jutro będzie ten dzień, kiedy wstaną rano i zrozumieją, po co przyszli na świat. Potem jednak jutro przychodzi – i mija. Podobnie jak pojutrze. Wkrótce uświadamiamy sobie, że tych dni jutrzejszych nie zostało nam już wiele.”

Zanim dotrzemy do cyklu życia podziemnego startupu autor w książce przedstawia nam sylwetkę Rossa Ulbrichta. Z przedstawionych faktów, możemy dojść do wniosku, że pewne wydarzenia w jego życiu popchnęły go w drogę którą później obrał. Nie tylko ze względu na ślepą wiarę w libertarianizm, ale także zainteresowania, perypetie w emocjonalnych związkach oraz nieudane wcześniej projekty – skierowały go ku ambicji mówiącej mu, aby zrobić coś więcej. Coś, co będzie się liczyć, a on zostanie zauważony.

Każda firma z branży technologicznej mierzyła się z takimi wyzwaniami: Twitter, Google, Apple, Yahoo. Wszystkie pozornie robiły swoich klientów w wała dla własnego zysku.

Oprócz siedzenia w głowie Strasznego Pirata Robertsa (późniejszy pseudonim Rossa) bardzo ciekawym wątkiem staje się rozwój samej platformy Jedwabnego Szlaku. Na początku widzimy bardzo niedopracowany projekt początkującego programisty wrzucony na produkcję. Mimo bardzo skąpej promocji uzyskuje on dużą dynamikę wzrostu w krótkim czasie. Wraz z pierwszymi dochodami dokonywane są inwestycje w rozwój pod postacią poprawek kodu, zabezpieczeń, nowych funkcjonalności (np. ocen i komentarzy), a pierwsi pracownicy zaczynają świadczyć wsparcie dla handlarzy śniegiem i śmiercią. Wraz z upływem czasu konsultanci IT zastępowani są dedykowanymi administratorami i programistami, a nawet zawiązuje się „rada nadzorcza” decydująca o kierunku, w którym ma rozwijać się projekt. Gdy tylko strona notuje większe zyski pojawiają się też pierwsze problemy. Niezadowoleni użytkownicy z podniesienia prowizji, cyberprzestępcy domagający się okupu za „ochronę” w sieci, członkowie rady chcący większych udziałów, błędy pozwalające na omijanie zabezpieczeń oraz wszystkie te rzeczy składające się na cykl życia serwisu w dark/inter-necie. W publikacji możemy spotkać się z stwierdzeniem, że Ross początki koncepcji Silk Road nosił w sobie już od pewnego czasu. Jednak dającym do myślenia fragmentem jest wątek o szukaniu jego pierwszych postów na forach internetowych – gdzie wcześniej już ktoś rozmawiał na temat stworzenia sklepu heroinowego, gdzie można by kupować herę w internecie przy użyciu Tora i bitcoinów. Przecież najlepsze startupy z doliny krzemowej to te, których pomysł ukradziono…

Pod bardzo wieloma względami programiści i przedsiębiorcy, których Ross poznawał, byli tacy sami jak on. Patrzyli na otaczający ich świat i widzieli, że administracja państwowa to skupisko niepotrzebnej biurokracji, że branża taksówkarska traktuje klientów jak gówno, hotele narzucają wygórowane opłaty i podatki, służba zdrowia to oszustwo podporządkowane potrzebom agencji ubezpieczeniowych, a nie chorych, samochody na ropę pozwalają usprawiedliwiać wieczną wojnę na Bliskim Wschodzie, a narkotyki są nielegalne tylko dlatego, że rząd chce kontrolować obywateli.”

DHS, CBP, DEA, FBI, IRS, SS – tyle agencji i paru lat potrzeba było do zamknięcia strony stworzonej przez młodego człowieka, który uwolnił narkotyki w sieci. Z jednej strony widzimy ich nieudolność, procedury, przepompowaną biurokracje, granie tylko na swoje konto i brak chęci na dzielenie się wiedzą z innymi. Z drugiej: przedstawione są nam wyraźne sylwetki agentów, którzy są gotowi poświęcić kawałek swojego życia, aby dorwać Pirata Robertsa (podobnie, jak bohaterowie Don’t F**k with Cats: Hunting an Internet Killer). Każdego z nich napędza coś innego: amerykański etos, wizja powtórzenia WTC, samorealizacja lub możliwość skubnięcia czegoś dla siebie.

Dziesiątki robotników w chińskich fabrykach, gdzie produkowano iPhone’y, rzucało się z okien z powodu fatalnych warunków pracy, ale Steve Jobs musiał zaakceptować te ofiary, no bo, do kurwy nędzy, on zmieniał świat na ogromną, przeogromną skalę.

Tytuł oryginału angielskiego to: American Kingpin: The Epic Hunt for the Criminal Mastermind Behind the Silk Road. Kiedy słyszę słowo Kingpin to od razu widzę mocarnego bosa z gry The Punisher, z kolei Mastermind to bardziej Lex Luthor, ale nie Ross Ulbricht. Zdecydowanie stał się pionierem na tym szlaku, ale był totalnym nowicjuszem cyberprzestępsw. Po drodze popełniał wiele błędów. Wiele jego decyzji było podyktowane presją nowego dla niego środowiska lub twardymi zasadami jego światopoglądu, których nawet nie myślał lekko nagiąć. Gdyby nie dobrze opłacani doradcy jego przygoda zapewne zakończyła by się znacznie szybciej. Jak zostało to zauważone w publikacji – wpadł on w problem ruiny gracza – ponieważ nie przestawał grać – nie wiedział kiedy zejść ze sceny niepokonany, a kiedy ktoś nie przestaje grać – przegrywa. Mimo, że zlecanie morderstw zupełnie jak kodowanie, stało się dla niego prostsze, gdy nabrał wprawy – sam nikogo nie zabił, aby zostać grubą rybą. Mistrzem ciemnych intryg również już nie zostanie…

Podziękowania dla Wojtka za podrzucenie ciekawej lektury.

Więcej informacji: Recenzja „Król darknetu” Nick Bilton, Z3S o Silk Road

Kategorie K a t e g o r i e : Hackultura

Tagi T a g i : , , , , ,

Komentowanie tego wpisu jest zablokowane.